Bałkanica, czyli kocioł cenowy

Bałkanica to miejsce, o którym głośno było na długo przed otwarciem. Z jednej strony z powodu bałkańskiej posuchy na krakowskiej scenie gastronomicznej, a z drugiej przez niezły PR. Lokal mieści się na ulicy Czystej, którą kiedyś dawno, dawno temu uznałem za kulinarną pustynię na Starym Mieście. Od tamtego czasu wiele się jednak zmieniło.

Zanim przejdę do szczegółowych opisów musicie wiedzieć kilka rzeczy. Otóż zawsze chciałem mieć własną restaurację, a gdybym tę restaurację miał, to prawdopodobnie byłaby to restauracja bałkańska. Gdybym z kolei miał tę restaurację bałkańską, to z całą pewnością byłby w niej burek. Gdyby był w niej ten burek, to chciałbym, żeby wyglądał i smakował jak w belgradzkiej piekarni. Oczekiwania wobec krakowskiej Bałkanicy miałem więc ogromne, a nastawienie entuzjastyczne, bo i po bałkańsku i z burkiem w menu.

Poszedłem z A. na kolację w środku tygodnia, nie rezerwując wcześniej stolika. Błyskawicznie okazało się, że problemu z miejscem nie będzie, bo poza nami na sali były jeszcze tylko cztery osoby. Rzut oka na wystrój i… entuzjazm powoli maleje. Wnętrze bardziej przypomina salę restauracyjną trzygwiazdkowego hotelu, niż nowiutką, bałkańską restaurację. Jest schludnie i neutralnie, na pierwszy rzut oka bardziej po grecku, niż chorwacku czy bułgarsku.

Równie kiepskie wrażenie sprawia menu, a w zasadzie kilka luźnych kartek, przypominających stołówkowy jadłospis. W oczy rzuca się nieco nachalne podkreślanie lokalnego charakteru poszczególnych dań, kontrastujące z paskudnym określeniem „na Chorwacji”, które dobrze brzmiało jedynie w monologu Mariana Dziędziela z „Wesela” Wojtka Smarzowskiego. Proszę, mówmy „w Chorwacji” i „do Chorwacji”.

Wybieramy z karty absolutne klasyki: Sałatkę Szopską (bułkarska odpowiedź na sałatkę grecką), Ciorbę (czyli po prostu zupę), Pljeskavicę (mięso wołowo-baranie z serem Kaszkawal) oraz gwóźdź programu, Burek Dnia. Wyjątkowo miła kelnerka szybko wyjaśniła, że dziś serwują burek z serem, a receptura pochodzi ponoć z Kosowa. Do tego dwa kolorowe napoje od konkurencji The Coca-Cola Company (bo jogurtu w menu nie stwierdziłem).

szopska sałatka Bałkanicaciorba Bałkanica

Ponieważ Bałkanica aspiruje do miana restauracji dobrej, bez „czekajki” się nie obeszło. Dostaliśmy więc dwa talerzyki ciasta (prawdopodobnie yufka) z przyprawami. Nie było to złe, choć łyżeczka ajwaru by nie zaszkodziła. Po chwili pojawiły się przystawki. Zupa bardzo smaczna, gęsta i treściwa. To ten rodzaj gęstej zupy z wołowiną, jaką znajdziecie również na Węgrzech, czasem w Polsce, a nawet w Gruzji. Szokowała natomiast jej ilość, bo to chyba najmniejsza porcja zupy, jaką zdarzyło mi się dostać w restauracji. Sałatka również poprawna i było jej więcej niż zupy, a to przemawia zdecydowanie na jej korzyść. Przyszedł więc czas na dania główne.

Poseł Gadzinowski powiedział kiedyś, że metro jest najbardziej demokratyczną formą komunikowania się. Trzymając się tej nomenklatury, burek jest najbardziej demokratycznym jedzeniem na Bałkanach. W wielu krajach próżno szukać dania, które byłoby aż tak tanie i popularne. To w gruncie rzeczy prosta koncepcja tłustego cienkiego ciasta, przekładanego farszem. Jaki ten farsz może być? Ano mięsny, ziemniaczany, serowy, grzybowy, a nawet w wersji „pizza”. Dostępny jest w większości piekarń na południe od Suboticy. Można go jeść na miejscu (obowiązkowo na ciepło), popijając bałkańskim jogurtem, bądź zabrać do domu. Charakterystyczne okrągłe placki krojone są zwykle na cztery słuszne trójkąty. Taki byłby mój burek, podstawa menu restauracji bałkańskiej. W Bałkanicy niestety wygląda  to zupełnie inaczej.

burek Bałkanica

Na Czystej dostaniecie mały (znowu) kawałek zapiekanki, która wygląda bardziej jak pita, niż burek. Wierzch nie jest chrupiący, a całość to raczej ciepła papka, zmierzająca w stronę grysiku. Tutaj ukłon w stronę kelnerki, która szczerze odpowiedziała na moje pytania odnośnie tego dania, z całą pewnością nie będącego burkiem. W Bałkanice burek jest kwadratowy (bo okrągły się rozpadał), z ciasta filo (bo yufka też się nie nadawała) i to ciasto kupione zostało w sklepie. Nie wypada serwować czegoś takiego w miejscu, które ma ambicje poważnie namieszać i zaskarbić sobie sympatię Krakowian. No po prostu nie wypada.

Jeśli chodzi o Pljeskavicę, to była przyzwoita, z dwoma dobrymi sosami (ajwar i cacyki). Nie było to danie, które kilka razy jadłem w Serbii w formie fast fooda, ale czepiać można się ewentualnie dodatków, których znowu raczej niewiele w stosunku do ceny. I teraz dochodzimy do punktu najważniejszego, czyli szokująco wysokich cen. Jedzenie bałkańskie to nie są potrawy wymagające bardzo drogich produktów. To nie są potrawy, które wymagają znajomości wymyślnych technik kulinarnych. Złożenie prostej Sałatki Szopskiej z cebuli, pomidora, ogórka, sera i oliwy nie wymaga ukończenia ekskluzywnych szkół. Tymczasem za tę sałatkę w Bałkanice życzą sobie 16 złotych (!). Przypomnę: za cebulę, pomidora, ogórka i kawałek sera. Zupa, której wielkość rozbawiła nawet A., kosztowała tyle samo. Danie, które miało być burkiem, bez dodatków kosztowało 18 złotych, a Pljeskavica 26 złotych, choć akurat ta potrawa najbardziej zasługiwała na swoją cenę. Jeszcze ciekawiej jest z napojami, które mają równą cenę: 7 złotych. Tak więc dwie szklanki wody niegazowanej to 14 złotych (!), a możecie skusić się ewentualnie na karafkę takiej wody za… 16 złotych. To ceny zaczerpnięte z chorwackich restauracji gdzieś w turystycznych miejscowościach Istrii. Tam klientelą są przede wszystkim niemieccy turyści.

Podsumowując można przytoczyć wyświechtane powiedzenie: z dużej chmury mały deszcz. Bałkanica miała zaoferować to, czego w Krakowie brakuje: prawdziwą kuchnię bałkańską. Kuchnia jednak nie broni tego miejsca na tyle, żeby móc pominąć wygórowane ceny. Nie trafia do mnie argument o kosztach oryginalnych produktów – w końcu nie tylko staropolskie restauracje znajdziemy w naszym regionie. Istniał zresztą kiedyś bardzo ciekawy lokal, prowadzony przez sympatycznego Macedończyka, w którym ceny były dwukrotnie niższe, a produkty również oryginalne. Mała Macedonia upadła, bo znajdowała się gdzieś w Czyżynach i nawet mnie było to wyjątkowo nie po drodze. A Bałkanica? Na razie pojawiają się kolejne promocje, a jakie mam o nich zdanie czytaliście tutaj.

Wystrój: 6

Obsługa: 9

Menu:

Jedzenie: 6

PS. Zdjęcia dziwne, bo jestem w trakcie testów aplikacji zdjęciowych.
Bałkanica Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato